Każdy ma swoją, sobie właściwą rutynę, z czasem ją wypracowujemy lub ustalamy wedle potrzeb na kolejnych etapach życia. Takie zarządzanie codziennością niemal według schematu nie jest złe, pozwala wszystko zorganizować tak, by nie tracić czasu na chaotyczne, nieprzemyślane zrywy, pozwala zautomatyzować wiele czynności. Rutyna chaosu nie wyklucza, ja nawet lubię od czasu do czasu wyjść poza te ramy, zrobić coś inaczej, zaszaleć. Nie mam poczucia, że rutyna mnie ogranicza.
Moja rutyna nie jest szczegółowym planem, ma jednak stałe elementy związane przede wszystkim ze zdrowiem. Porządek dnia wyznaczają trzy główne posiłki, jedzone o mniej więcej stałych porach. Przed każdym posiłkiem zjadam tak zwaną „zieloną przystawkę”, czyli porcję warzyw będących źródłem błonnika pokarmowego. Pomiędzy posiłkami uwzględniłam przekąski – jabłko, trochę orzechów włoskich lub migdałów, gorzką czekoladę itp. Po każdym posiłku od razu sprzątam naczynia, taki nawyk od zawsze, następnie maksymalnie 15 minut przeznaczam na aktywność fizyczną. Trzy razy po kwadransie to w sumie 45 minut w ciągu całego dnia. Chodzę spać o określonej porze i przesypiam 7-9 godzin.
Jedzenie nie stanowi sensu mojego życia, poświęcam mu jednak sporo uwagi, gdyż istotnie wpływa na moje samopoczucie. Jem normalnie, prosto, zdrowo, bez przejadania się czy głodzenia. Powinnam pić więcej wody, często, rutynowo właśnie, ale z jakiegoś powodu nigdy nie udało mi się tego zalecenia zrealizować w dostatecznym stopniu. Sądzę, że mój organizm to sobie odpowiednio reguluje. Kiedyś nie doceniałam roli błonnika, teraz pilnuję, by go dostarczać w różnej postaci przed posiłkami, ostatecznie w trakcie posiłku. Pilnuję, kiedy i z czym jem węglowodany. Ćwiczenia nie muszą być jakieś wyszukane, byle się ruszyć, złapać lekką zadyszkę, trochę się wysilić. I tego się trzymam, można robić więcej. Dzięki tym drobnym zmianom stabilizuje się poziom cukru i insuliny, co jest bardzo korzystne zarówno dla osób borykających się z rozmaitymi schorzeniami, ale też dla zupełnie zdrowych. Wszyscy powinniśmy mieć to na uwadze.
Postrzegam rutynę pozytywnie, dla mnie to motywujący bodziec. Zazwyczaj o niej nie myślę, jednak dla lepszego funkcjonowania organizmu zmieniłam niektóre swoje nawyki, staram się działać bardziej świadomie. Nie mogę niestety powiedzieć, że jestem we wszystkim konsekwentna. Bolączką są codzienne ćwiczenia fizyczne. Po dniach pełnych euforii przychodzą też takie, gdy odpuszczam z różnych powodów, na aktywność fizyczną nie mam najmniejszej ochoty. Na szczęście po przestoju wracam na dobre ścieżki.
Temat rutyny, jej znaczenia i przydatności w życiu wpisuje się w postulaty wielu autorów piszących ogólnie o zdrowiu, by dla własnego dobra, dla zdrowia podjąć parę konkretnych działań, które naprawdę niewiele nas kosztują. Na swoim przykładzie widzę, że korzyści nie zawsze są spektakularne, ale są i to się liczy.







